List otwarty do prezydenta miasta Gdyni, oraz lokalnej społeczności

TBGPoniżej treść listu otwartego, bądź też listu zwykłego dziada – do prezydenta miasta Gdyni, wszelkich decydentów, oraz ludzi, którym na sercu leży nawet nie sam klub, Bałtyk Gdynia, ale po prostu uczciwość i przyzwoite układanie spraw w lokalnych społecznościach polskich miast i wsi…

Bez WSI…

Treść będzie uaktualniana, natomiast treść merytoryczna jest niestety od lat taka sama. Poczytajcie sobie, gdyż tym razem język jest wyjątkowo kulturalny 😉

Zdecydowałem się na napisanie tych kilku słów z własnej inicjatywy, jako że mamy w mieście od lat problem. Wydawać się może, ot facet wymyśla, a tyle jest wszak spraw ważniejszych. Może i tak jest, natomiast sprawa którą chce poruszyć dotyka samych zasad na jakich zbudowana jest nasza lokalna społeczność; nie tylko w Gdyni zresztą.

Chodzi o pewną bezduszność różnych czynników, w stosunku do ludzi, grup ludzi, ich problemów, także własnej tradycji i dziedzictwa. Świat mamy taki jaki mamy, a więc rządzą w nim pieniądze, a wszystko jest fakturowane, przeliczane, vat-owane. Liczy się budżety, mianuje różnych kierowników i dyrektorów, nad wszystkim zaś panują nietykalne – często wszystko usprawiedliwiające – przepisy.

Proszę Państwa – Panie Prezydencie, Czytelnicy, Włodarze miasta i organizacji wszelakich. Ja bardzo proszę w imieniu swoim, swoich kolegów, ale i założycieli Klubu z roku 1930 – a więc tych dzielnych Polaków, którzy w latach 20 tych przyjechali budować Gdynię gołymi rękami dla Polski; prosimy Was serdecznie i w imię historii naszego miasta: Pozwólcie Bałtykowi grać przy ulicy Olimpijskiej!

Teraz kilka słów celem naświetlenia sytuacji. Otóż po przebudowie stadionu przy Olimpijskiej, jest on nazwany obiektem miejskim i to jest ok. Na takim miejskim obiekcie powinny grać wszystkie kluby i drużyny reprezentujące Gdynię na, w miarę poważnym poziomie rozgrywek.

Niestety, od lat jest tak, iż mecze tam rozgrywa tylko Arka Gdynia, natomiast Bałtyk – można odnieść wrażenie – jest rugowany gdzieś na peryferia; można pomyśleć, iż jest klubem niechcianym. Smutne to i – choć rozumiem powody ekonomiczne – to nie wierzę w to, że sprawy nie da się załatwić; nawet na jakichś preferencyjnych dla Bałtyku zasadach. Sądzę że klub ma na tyle bogatą historię i tradycję, osiągnięcia, że na taki gest ze strony miasta, oraz odpowiednich instytucji zasłużył.

Wszyscy rozumiemy te ekonomiczne realia i niezmiernie – ja osobiście – jestem Panu Prezydentowi wdzięczny za tę pomoc finansową, którą miasto dla Bałtyku przeznacza. Jasnym jest także, iż niechybnym gwarantem zwiększenia tej pomocy jest awans sportowy drużyny – o co od lat się staramy i jestem pewien, że ten moment w końcu nastąpi.

A jednak nie da się ukryć, że jest ten piekący problem i także poczucie rozżalenia jeśli chodzi o podejście do spraw klubu, który kiedyś przecież był wielki, którego przyszłość również wejść jeszcze może na inne tory.

Nie takie wszak upadki zdarzały się, a potem powroty i odbudowa.

Wracając jednak do realiów; Bałtyk od kilku lat zmuszony jest grać na Narodowym Stadionie Rugby, gdzie murawa jest sztuczna, a jak wiedzą wszyscy w środowisku piłkarskim, na takiej ( takiej jak ta na NSR ) murawie granie jest wybitnie kontuzjogenne. Teraz właśnie ma nastąpić remont, czyli wymiana tej murawy na lepszą, acz nadal sztuczną. Wobec takiej sytuacji okazało się, że Bałtyk ma w ogóle poważny problem z miejscem do gry, a uważam że komentarze typu “Jaki problem? Grajcie na Flocie, w Chwaszczynie, czy gdzieś indziej”, są po prostu obraźliwe. Okazuje się, że nawet gra Bałtyku na bocznym trawiastym boisku przy ulicy Olimpijskiej jest na dzień dzisiejszy problemem!

Bardzo mi przykro że to piszę, ale naprawdę odbieram jako jakieś takie niegodne i poniżające dla tak zasłużonego klubu. Owszem wiem, są dziesiątki drużyn – trampkarze, juniorzy Arki, oldboje i kto tam jeszcze; tak wiem – są grafiki i terminarze…

Ale czy naprawdę Bałtyk Gdynia i nasza drużyna seniorów nie zasługują na grę na bocznym boisku ( i to już bez powrotu na szkodliwy NSR ) naszego własnego, wieloletniego stadionu…?

Panie i Panowie, serdecznie Państwa prosimy: Wyłamcie się z zasady bezwzględnych przepisów i realiów finansowych. Bądźcie wyjątkowo wyrozumiali dla potrzeb jednego klubu. Dobrze, niechaj to nawet będzie preferencyjne podejście…Czy Bałtyk Gdynia nie osiągnął w przeszłości tak wiele – również jako klub wielosekcyjny, że wspomnę Władysława Kozakiewicza – by zasłużyć na trochę specjalną klauzulę i potraktowanie…?

Panie Prezydencie, serdecznie prosimy o życzliwość i jeszcze więcej życzliwości dla Bałtyku, o efektywne wsparcie celem załatwienia zameldowania Bałtyku na stałe przy ulicy Olimpijskiej i możliwości gry – póki co – na bocznym, przylegającym do głównego boisku tamże.

Proszę także Pana Prezydenta o perspektywiczne zaplanowanie sytuacji awansu klubu do wyższych lig i ewentualny plan na grę na stadionie głównym. Przecież nawet przy mniejszej frekwencji można tam wynająć tylko jedną np trybynę…? Być może można też jakoś dogadać się, by takie wynajęcie nie kosztowało połowy budżetu klubu na rundę…? Być może uda się w naszym mieście wytworzyć wyższy poziom jakości życia – także w sensie etycznym – i być może niekoniecznie suche cyfry z faktur za opłaty, oraz nie tylko sztywne grafiki i terminarze, mają determinować być albo nie być, organizacji zasłużonych dla miasta i regionu…?

Serdecznie upraszam Pana Prezydenta, oraz innych Decydentów, o takie właśnie podejście, powiedziałbym, bardziej ludzkie. Na pewno możemy się porozumieć i zapewne nie jest tak, że Bałtyk ma zaraz wyemigrować gdzieś na peryferia, czy wręcz poza granice Gdyni, co przyznacie Państwo byłoby mało strawnym kuriozum…?

Dziś, gdy skończyły się czasy bezhołowia gospodarczego, dziekiego zachodu lat 90 tych, czy burd stadionowych, przejdźmy do porządku dziennego nad tym, że się takim klubom jak Bałtyk pomaga – tylko i aż dlatego, że są zasłużone i przetrwać chcą; co może być tylko przyszłą chlubą dla miasta i naszych mieszkańców.

Pisząc o pomocy, mam na myśli zwykłą, ludzką dobrą wolę, chęć dogadania się, spojrzenie trochę szersze, niż tylko to, które wynika z budżetów, faktur i – nieuwzględniających niematerialnej wartości dodanej – przepisów.

Pozwólcie naszej drużynie, założonej przez dzielnych, gdyńskich robotników w roku 1930, grać na trawiastej murawie naszego domu przy ulicy Olimpijskiej.

Z Poważaniem,

Rafał Gołuch

Reklamy