Jezioro, las i pani major z MO…

Dziś wsiadłem w samochód i pojechałem odwiedzić kilka miejsc z dzieciństwa i młodości. Sam, bez nikogo ( tak jak przeważnie ) zanurzyłem się w zieleń ścieżek nad jeziorem, które pamiętam z czasów, gdy miałem w liceum ‚kuratorkę’ z milicji…W sumie nad jezioro jeździliśmy już wcześniej, choć nie przeczę – i tam zdarzyło się, że goniła nas milicja 😉

Nie dogoniła, a blerwa z MO w stopniu majora, nie spełniła swych złowieszczych zapowiedzi umieszczenia mnie w zakładzie zamkniętym…:)

Może jeszcze spełni, wszak czas nam się tylko wydaje…

Pojechałem tam dziś sam i powiem Wam ( pewnie też tak macie…? ), że siedząc nad brzegiem, widziałem te wszystkie sceny i postaci, które w tym samym miejscu i czasie były tam, ale 30 lat temu…Dziwne uczucie…Przyjemne i niepokojące. Refleksyjne…Takie coś powoduje zadumę, u mnie szczególnie, jako że ja zadumany jestem zawsze.

Czas i jego względność – jak się do tego ma nasze prawdziwe życie i nasza świadomość…? Co się kończy i czy się kończy…? Tak, o tym właśnie myślisz…

Jeśli myślisz…

W ciągu ostatnich 30 lat, jeszcze dobrych kilka razy ‚pani major z MO’ straszyła mnie różnymi konsekwencjami mojej ‚niesubordynacji’; niektóre z nich miały miejsce. Tak, zapłaciłem za swoje błędy, ale także ze wybory, których i dziś bym dokonał. Życie to ciąg wyborów…

Generalnie pomiędzy Dobrem, a złem.

Zapłaciłem i dalej śmieję się z ponadczasowego ‚MO’, oraz wszystkich, biednych bo głupich, ludzi ulegających konformizmowi strachu, napędzanego chorą spiralą własnych ambicji i potrzeb materialnych.

Owszem, wielu konfidentów spotkałem po drodze, choć nie spotkałem Wałęsy. Tak,…Tak samo, jak i 30 lat temu, takoż i teraz śmieję się sam do siebie, patrząc na ludzkie stadne zachowania…Tak, śmieję się – ale sam do siebie!

To takie charakterystyczne i bolesne przecież; musisz człowieku ( MUSISZ! ), ugiąć się i unurzać w gównie, bądź musisz samotnie delektować się swą wolnością – cierpiąc…

Za milijony, albo tylko za własne serce i duszę, które inaczej nie mogą, co i rusz skazując cię na kolejne awantury o niesubordynację, z kolejną ‚panią major z MO’.

Czy to jest durna i podła baba z milicji, czy też może po prostu ekran telewizora…a może ‚presja środowiska’, zmuszającego (sic!) do zachowań stadnych i podłych…

Spotkałem już tyle tego na swej drodze, wróciłem już nad jezioro i nie zmieniło się nic! Widać takim już jestem bandytą i odszczepieńcem, że zawsze w konflikcie z ‚MO’ pozostanę 🙂

Jezioro jest i jest las, choć może nie ma już tam nas…!

Co ważne w takim razie i co się liczy…?

Skoro jesteśmy, a potem nas nie ma ( jesteśmy tylko gdzie indziej ), to ‚w ostatecznym rozrachunku’ liczą się tylko Twoje Dobre Czyny Gościu! Wiesz że tak jest…?

Pomyśl o tym, tak jak i ja teraz rozmyślam…Każdy ma swoje jezioro i swój placyk za garażami przy szkole, gdzie palił pierwsze papierosy i pił tanie wina…

I chyba uważam, że już wtedy wszystko było jasne, tylko że życie jest po to, by do tego wniosku samodzielnie dojść…Po to jest życie!

By las nad jeziorem koił spokojem, nie zaś był Lasem Birnam, klątwą i karą za czyjeś podłe życie! Zmarnowane życie…!

Chciałem Wam jeszcze napisać o moim starym kościele, w którym dziś byłem na mszy po 30 latach…ale nie napiszę…Myślę, że wiecie co chcę przekazać generalnie…?

 

Goły

Reklamy