O różnicy pomiędzy błaznem, a klaunem…

Uspokoiłem się…Kopaczowa zleciła Piotrowskiej ‚inspekcję polskich granic’. Ufff, kamień zwalił mi się z serca, gdyż lekko martwiłem się o bezpieczeństwo Polski, spójność wizji funkcjonowania państwa, jego aparat i procedury…oraz milion innych spraw.

Na szczęście teraz Piotrowska wszystko ‚zainspekuje’ – to może i schudnie tak z pół kilo – a państwo nasze pozostanie tak samo bezpieczne jak i było przed ‚inspekcją’…W sumie to ‚inspekować’ mogłaby równie ‚dobrze’ jakaś wzięta z ulicy Kowalska, Nowakowa, czy Lutek spod sklepu z winami w Wejherowie. Kompetencje, nie zbliżone, a takie same.

Czyli co…? To znaczy że mam się jednak martwić, czy że dobrze jest…? Mówili przecież kilka lat temu, że ‚państwo zdało egzamin’, a niedawno jeszcze coś o ‚złotym wieku’ – a teraz do granic Europy zmierzają hordy agresywnych producentów małych muzułmanów i jednak brzęczą, że to niefajne jest…?

No łeb mnie rwie, a Michnik nie pomaga – nie wiem co myśleć…?

No bo przecież coś tam słyszałem o polskiej historii, z której wynika, że Niemcy jednak nie zawsze byli naszymi największymi przyjaciółmi, a to z kolei kłóci się ‚lekko’ z FAKTEM podejmowania najważniejszych decyzji dotyczących Polski, przez kanclerz Niemiec – bo premier Polski i rząd RP się na to godzi…?

Ok, pewnie ja się nie znam i zapewne Niemcy już są największymi przyjaciółmi naszymi, a premier Kopara jest polityczną wizjonerką…Niemniej jednak – wcale nie przekornym – symbolem jej premierostwa będzie to zdjęcie, co to ją Merkelowa naprowadza ‚na kurs i na ścieżkę’ w Berlinie…Tak, to na którym się chwieje Dr. Ewa i chybocze jak osika, lub ‚filipiński’ (p)rezydent Kwach.

Dobra, koniec o ludziach z niedowładem intelektualnym. Przekaz znowu krótki, bo deszcz pada ( ‚deszcze niespokojne…” ) i mam zamiar napić się koniaku po kąpieli…Jak to było w tej komedii: ‚Czekaj stary, fajkę nabiję, by nam się wygodnie rozmawiało’ – gonitwa dygresji. Lubię ją 🙂

Nas tymczasem – a nie fajkę – nabito na pal ’25-u lat wolności’, a wcześniej na kilka innych pali.

Pal licho – przeżyliśmy i żyjemy. Żyje też Polska – bo my żyjemy…Co niektórych strasznie wkurza…Nieee…

Niemcy to nasz największy przyjaciel. I Rosjanie.

Jedni kochają nas do dna ( albo i głębiej, w końcu rura Nordstream… ), drudzy ‚na metr w głąb’…’A wszystko to, bo ciebie kocham’?

Tak, ale nie do końca, bo nie ‚kocham’, a Kopacz.

Różnica tak subtelna, jak subtelne są wypowiedzi Niesiołowskiego, czy tusza Krzywonos.

Ech, no miałem coś na poważnie napisać, ale widzicie że ciężko. Mamy wszak do czynienia z pajacami na kiju, absolutnymi marionetkami. Pacynkami, które i wysłowić się po polsku nie potrafią.

Mniejsza o nie. Niektórzy ( oj wielu ) przeżywają teraz szok, gdyż okazało się ( ‚okazało się, że dzieje się tak ze wszystkimi chłopcami’ ), że wieloletnie zaklęcia czarodziejów z krainy politycznej poprawności, ‚braterstwa narodów’ i ‚nowego, lepszego świata’ działają – tak jak Gazoport w Świnoujściu.

Wygląda że jednak narody mają swe różne, sprzeczne, wrogie i nieusuwalne interesy, a to samo tyczy się i ras i religii. Przy czym terminu ‚religie’ używam tylko dla prostoty wypowiedzi – religia jest tylko jedna!

No i durnie naprawdę nie wiedzą co myśleć, bo i sama kanclerz nie wie co myśleć…?

2 tygodnie temu witać chcieli ( i witali ) ‚biednych uchodźców’ z kwiatami i rozłożonymi girami, a dziś zamykają granice…!

Albo ktoś tu jest nienormalny…albo raczej tam!

Ja stawiam, że jednak tam – na Zachodzie; u nas są ‚tylko’ niedorozwinięci intelektualnie, co wcale nie pociesza, gdyż tak się złożyło, iż znajdują się oni jeszcze przy władzy.

No i co może wyjść z fuzji działań ludzi nienormalnych z umysłowo opóźnionymi…?

Obyśmy się tego dowiadywać nie musieli i oby polskie wybory ( nie tylko w sensie parlamentarnym ) przywróciły Europie – lub jej części chociaż – kręgosłup na tyle, byśmy znowu mogli podnieść miecz!

Na kogo…? Lepiej nie pytajcie, bo nam jeszcze ręce zgrabieją od wymachiwania ostrzem. Na początek potrzeba nam ( NAM! ) powstrzymać koziotłuków – jak to czyniliśmy raz jeden, drugi i trzeci.

Jan Trzeci, on to znał się na robocie! Gdyby nie on, dziś Juncker byłby Janczarem, a Schultz…

Kto…?

Sorry, chyba już nic nie mam więcej do powiedzenia, skoro wspominam o nikim.

Idę ‚se’ żołądek rozgrzać koniaczkiem, bo serce…

‚Serce roście patrząc na te czasy…’ – chciałoby się rzec…Gonitwa dygresji nie kończy się, jak na klasycznego ‚publicystycznego patologa’ przystało. Jest to w sumie wesołe, oby tylko głupie nie było.

Bo wiedzieć musicie, że różnica pomiędzy błaznem, a klaunem jest kolosalna…!

25 października odczepmy im te czerwone nosy! Bez odpraw, bez brzęczenia monet. Niechaj im raczej kajdany zabrzęczą. Ja płakać nie będę…

Goły

Reklamy

3 comments on “O różnicy pomiędzy błaznem, a klaunem…

  1. Bubr pisze:

    Uspokoic sie? Wolne zarty chyba!
    Bez akcji dywersyjnej sie nie obedzie jak zwykle na TYCH trenach.
    Ja tez wracam, tylko czekam na moment, ktory widocznie nie nastapi
    zbyt predko.
    Lecz wiem jedno.
    Dopoki Ziemia, ktora Kopernik ruszyl – bedzie sie krecic,
    dopoty Polacy beda sie krecic tez, tak jak planeta, tu i owdzie.
    I huj(chuj)?

    Bubr

  2. jjj pisze:

    Optymista, czy Poznań to Twoje miasto?

Możliwość komentowania jest wyłączona.