‚Andaluzyjskie gnąc stelaże’ – przyczynek do ‚rozkminy’

Trzeba człowiekowi przeszkadzać, by chciał chcieć. Musi mieć problem, by wiedzieć że można go rozwiązać i że to rozwiązanie też ma wartość – kto wie, czy czasem nie większą niż sam problem. Życie – czym jest i po co…? Szczęście…czy takie, jakim je pokazują w telawizji…?

Sens i sedno wszystkiego – czy bezproblemowość i wygoda, dają ludzkiej duszy to, co jest jej potrzebne do oddychania całym Dobrem tego wszechświata? Jak człowiekowi ułatwić i jak utrudnić? Jak go wywyższyć i jak poniżyć…? Pytania, które dziś – po raz milionowy – naszły moją głowę, podczas podnoszenia sztangi.

Przecież jesteśmy ‚po coś’, nie po to, by bezwolnie trwać i nie po to, by bez użycia wszystkich swych możliwości i wykucia własnego ja, brnąć w tę bezproduktywną pustkę. Nie po to jesteśmy, by wmawiać sobie samym i wszystkim dokoła, że jesteśmy wszystkim i najwyższym. Nie po to także, aby zaprzeczać duchowi, inteligencji, uczuciom, prymitywizując świat do poziomu logiki i racjonalizmu. Takie eksperymenty zawsze kończą się co najmniej żałosnie, choć przeważnie tragicznie, zbrodniczo…Komunizm, talmudyczny pseudokapitalizm dzisiejszego świata, polityczna poprawność, wszelkie inne zboczenia.

Mamy cierpieć i walczyć z oporem rzeczywistości, po to, by po ich ewentualnym i tymczasowym pokonaniu, nie popaść w pychę i samouwielbienie. Pamiętając, że przecież kiedyś ( lub wciąż ) mieliśmy niełatwo, potrafić będziemy pochylić się nad drugim człowiekiem i na niego samego spojrzeć z tzw. empatią.

Tak na marginesie, co to jest za niemądre słówko – empatia? Mamy do innych ludzi po prostu podchodzić z miłością, a ona różne ma oblicza. Jest miłosierdziem, współczuciem, wymaganiem, wychowaniem, przykładem i wieloma innymi zachowaniami na jakie stać człowieka – będącymi pochodnymi naszego Przymierza z Bogiem…Tymczasem ‚dzisiejszy świat’ co i rusz wymyśla substytuty wartości i uczuć, chyba po to, by na samym końcu nam wszystko zrelatywizować i wreszcie tym wartościom wprost zaprzeczyć…Wychodzi na to więc, iż żyjemy w świecie satanicznym, skażonym złem – co akurat dla mnie żadnym zdziwieniem nie jest. Tak samo oczywiste jak 2×2…No, ile to jest wałęsa, powiedz…? Heh, mniejsza o kreatury.

Pogarda. No właśnie. Tu też jest problem wyczucia, bo łatwo jest walić na ślepo, zamiast sprawiedliwie oceniać ludzkie zachowania. Łatwo jest też usprawiedliwić każde zło przez człowieka wyrządzone, czego my w ‚czeciej erpe’ akurat mamy wyjątkowy dostatek. Właśnie wałęsa, jaruzelski, inni komunistyczni oprawcy. Kapusie, zwyrodnialcy, kłamcy i manipulatorzy…

Po to mamy serce i duszę, by powiedzieć Prawdę o złym świecie w pysk tego złego świata.

I po to mamy te same dwie ‚rzeczy’, by pochylić się nad małym, zagubionym i skamlającym o Miłość człowieczkiem, jaki jest w każdym z nas. Kwestią wyczucia i zawierzenia Bogu, jest ten nieopisywalny wzór, jaki pozwala człowiekowi zachować się ‚jak trzeba’, przyzwoicie. Tego nikt nikogo nie nauczy, ale potrzeba wpajać wzorce moralne.

A co w świecie absolutnie amoralnym, jakim – dajmy ( oj dajmy i to mocno! ) na to, jest ‚czecia erpe’…?

Tym bardziej, bo człowiek wrażliwy – w przeciwieństwie do sztucznie egzaltowanego, w takiej rzeczywistości toczyć będzie wieczną walkę, ‚wzór’ więc, zawsze będzie w użyciu. No więc teraz pojawia się znowu pytanie: Czy przypadkiem całe zło tego świata i wszyscy je czyniący ludzie, nie są jakimś niezbędnym elementem naszej drogi do Dobra, czyli Boga…? Na pewno tak jest, gdyż bez prawdziwej próby nigdy nikt nie zrozumie rzeczywistej wartości.

Gdybym nie musiał siedzieć na milicji w wieku 5 lat, będąc wypytywanym i wrabianym w jakieś niedorzeczności, tylko z powodu antykomunistycznej aktywności ojca…?

Gdyby mnie z tego samego powodu potem nie wyjebali ze sportowej klasy w szkole podstawowej…?

Gdyby nie dali w ogólniaku baby z milicji w stopniu majora, w charakterze kuratora…?

Gdybym był synem komunistycznego aparatczyka i miał u zarania ‚czeciej erpe’ wszystko podane na dłoni…?

Gdybym był w milicji, zamiast na trybunie stadionu…?

A gdybym chciał robić ‚karierę’ i giąć materialne poprzeczki – jak ‚andaluzyjskie stelaże do taśmociągu z węglem na Śląsk’…Czyli bezsens, absurd…

A gdybym chciał. Tak nie wiedział jak wiem i gdybym myślał, że czuję i myślał że myślę, wtapiając się w krajobraz ‚czeciej erpe’…? Nie doświadczając tych wszystkich spraw, nie padając i bez zbierania razów od systemu…Nic nie przeczuwając w sobie…Nie tracąc pozornie i nic nie zyskując…? Co bym teraz naprawdę czuł i kimże bym był, gdyby mój i cały świat wokół, miał być słodki, spokojny, ‚szczęśliwy’, a życie usłane tylko błogością?

To nie jest kwestia naszego wyboru, ale muszę sobie i nie tylko sobie teraz przypomnieć:

Nie żyjemy w Raju. Utraciliśmy go, gdyż skusił zły…co zresztą i nie na marginesie, też jest przecież częścią planu Zbawienia. Musi być cierpienie…

By był poeta, czyli ten, który głosi Prawdę przy pomocy Piękna i odwagi. Ten, dla którego bunt wobec zła jest stanem normalnym i permanentnym…Tak, bo tylko taki poetą jest. Nie ten co składa zgrabne rymy ku chwale tyranów…Nie ten.

Czy musimy bać się mówienia Prawdy, aż do tego momentu, gdy natężenie zła osiągnie stopień bezczelności nieprzyzwoity…? I czy spuszczamy zawsze nisko głowy, aż do tej pory, gdy ktoś odważny nie stanie ryzykując siebie, naprzeciw złu. Nie powie tego co chcieliby wszyscy…ale się boją.

O pracę, o ‚przyszłość’, o rodzinę, o chleb i spokój tu i teraz.

Znowu piszę może bez konspektu i nieskładnie, ale wiem, że takie właśnie pytania i udzielone na nie odpowiedzi, są dziś kluczem do obdudowania Polski w Polakach i w ogóle człowieka w ludziach na całym świecie. Ponieważ problemem generalnym jest totalna relatywizacja Dobra i zła, oraz stępienie ludzkiej percepcji. Jest tak, że właśnie ( tak jak w filmie o opętaniu przez diabła ) rzeczywistość zakłamania, przy pomocy mediów i technik oszustw, stępia w człowieku postrzeganie tego Dobra i zła i musimy z tym stanem walczyć. Tylko że nie pozbywajmy się oręża wartości, a używajmy go w codziennym boju z wieloma problemami.

Widzicie, jest coś w tym, że miecz nieużywany rdzewieje, tępi się. Spójrzcie na zniszczone dobrobytem społeczeństwa Zachodu! Widzicie? Musi być opresja i cierpienie w naszym życiu, byśmy Dobro od zła mieli okazję rozróżnić…Byśmy nie gięli ‚andaluzyjskich stelaży’ na próżno i przeciw sobie.

…Takie myśli dziś ‚przysłano mi’ podczas dźwigania…heh – stelaży 😉

Goły

Reklamy