Śmiech…

aaaaaaszczytyŚmiech to jest reakcja naturalna u człowieka, ale nie tylko jako emanacja radości. Śmiech to wentyl bezpieczeństwa, pozwalający nam zachować kontrolę nad sobą w sytuacjach, gdy musimy działać. Śmiech to takie lekarstwo, które resetuje naszą energię i przywraca prawidłowe czucie, widzenie spraw. Wiecie chyba o czym mówię, bez tego śmiechu, nie raz zeżarłaby nas rozpacz, nienawiść, brak zdolności ruszenia się do konstruktywnego działania. Śmiech jest więc niezbędny do codziennego funkcjonowania człowieka. Szczególnie człowieka myślącego, choć smutnych i przejętych małymi sprawkami człowieczków, jest na świecie wielu.

Śmiejemy się gdy doznajemy stresu i staramy się śmiać, kiedy życie przybiera nieoczekiwany przez nas obrót. Bronimy się śmiechem, choć nie zawsze musi to być uśmiech.

No, właściwie to każda głębsza refleksja, jest takim właśnie wewnętrznym uśmiechem. Świadomość jest więc pozytywem i człowiek się cieszy z jej posiadania, nawet jeśli jest gorzka, to i tak wzbudza wewnętrzny spokój, pewność oceny sytuacji i w związku z tym pewność siebie. Człowiek chce być spokojny i pewny, a nie roztrzęsiony i niepewny…Taki wniosek więc:

Śmiech głęboki jest jakąś wizualizacją Prawdy!

Taki śmiech co zrzuca z nas ciężar niełatwych wyborów i pozwala poczuć, że nie ciąży sumienie; taki śmiech leczy jak Prawda. Jest świadomością, a więc i mądrością być może.

Nie pusty, głośny i smutny ‚śmiech’, jaki często widzimy u ludzi o spoconych dłoniach, desperatów którzy kłamią, a śmiech pełny i głęboki, z wnętrza duszy. Takie coś, co leczy nowotwory i jest przynależne ludziom uczciwym, a więc…

Nie tuskowi na przykład i nie całej pustej, chocholej, kabotyńskiej ‚czeciej erpe’, która jest smutna i ponura, bo smutna, zdenerwowana, targana głazami leżącymi na sumieniu jest zdrada.

Zdrada upodla duszę człowieka i nawet najgorszy robak – choć nie jest w stanie pojąć obrzydliwości swego postępowania – czuje za plecami i nad głową jakąś ciemną chmurę, która z podłej duszy wydobywa skowyt.

Takie coś wychodzi czasem po pijaku, powoduje bezsenność, potrzebę porozmawiania z kimś, może podobnie ubrudzonym złem.

Jakże muszą się strasznie męczyć różni przestępcy i mafiosi, w sytuacji, gdy jedyną ( jak się im wydaje ) drogą, jest brnięcie w zło, spadanie głową w dół, do samego jądra ciemności! Jakie to straszne jest, czuć że się sprzedało z siebie całe Dobro i jest niewolnikiem zła.

Wówczas pojawia się tęsknota za utraconą niewinnością, reminiscencje w dzieciństwo, czasem infantylizm.

To wszystko jest żałosne dopóki, dopóty u grzesznika, zbrodniarza, kłamcy, nie pojawi się potrzeba skruchy, pokuty, pokory, padnięcia na kolana.

Taki moment w życiu jest początkiem nowego życia, ale być może niewielu go doświadcza. Niewielu spośród zatwardziałych złoczyńców – bo o nich mówię – gdyż ciężar małych, codziennych upadków każdego z nas, jest jednak inny, lżejszy od tego piekielnego ciężaru wielkiej zbrodni, zła wyrządzanego np. milionom ludzi.

Śmiem twierdzić, że nawet tak prymitywny robak jak Wałęsa nie może czasem w nocy spać i że czasem i on ma napady rozpaczy, których nie widzi nikt poza Bolkiem…który wcale nie jest alter ego Wałęsy. Wałęsa nie ma alter ego – on ma tylko ego.

Jednak jak mówię, nawet on czuje czasem otchłań zła, którą stworzył. Wiem to, choć każdy się tego chce wyprzeć.

Prawdziwy śmiech, jest więc szlachetnym przywilejem, nie każdemu dostępnym.

Kłamca, zdrajca, renegat, owszem, zaśmieje się i to nawet zapewne często, jednak chmura nad głową wisi. Ta chmura nie pozwala śmiać się całą duszą i nie zrzuca ciężaru. Taki śmiech kłamcy, jest jak płytki oddech suchotnika, jeden z ostatnich przed śmiercią. Łapczywe łkanie o coś, czego już mieć nie można…Mówię o chorym fizycznie, bo przecież każdy z nas, do ostatniej chwili, może pożałować za swoje grzechy przed Panem Bogiem.

Każdy może, ale warunkiem jest szczerość…O tym już nie jestem w stanie pisać, bo prawdziwa szczerość w obliczu ostateczności, jest eksplozją duszy i powrotem do Raju. Tego nie dotknę, gdyż słowami nie da się opisać…Katharsis…? To za mało.

Piszę te słowa, gdyż widzę ogrom kłamstwa, które rodzi kolejne kłamstwa, a ma być maskowane pudrem do telawizyjnych kamer i pustym śmiechem. Ma być maskowane wódką, kawiorem i dziwkami w drogich knajpach. Uściskiem ręki innego kłamcy, którego dłonie są jednak tak samo spocone i miękkie, wzrok uciekający na bok…

Więc nie ma wyjścia? Więc musimy do końca? Pytają siebie i siebie nawzajem…

Wiem że tak jest, bo każdy człowiek to wie, a żadne kłamstwo na ekranie nie jest w stanie ludzi oszukać.

Więc to już koniec, czy może jeszcze się uda kilka lat…? Pytają siebie i siebie nawzajem.

Dudni o ściany chronionych gabinetów i wystrój drogich knajp. Śmiech, który nie jest śmiechem, a rozpaczą człowieka upadłego, który nadal nie chce przyjąć ratunku w postaci skruchy i pokuty.

Tak odszedł Jaruzelski i tak żyją wszyscy ci, co kreują patologię, jaką jest w całości ‚czecia erpe’.

Goły

P.S.

Chciałem napisać tekst o tym, jak nas oszukali. Potem przypomniałem, jak w latach 90 – tych epatowali opowieściami o różnych gangsterach, ‚Pershingach’ i ‚Dziadach’, gdy przecież najwięksi i najbardziej bezwzględni gangsterzy siedzą i siedzieli w gabinetach rządowych.

Potem się na chwilę zamyśliłem…A potem pojawił się śmiech…Ten, który tłumaczy wszystko i daje odwagę.

Dzięki Ci Panie!

Reklamy