Hop!…I nie odpaść od ściany

aaabiegDziś nie za bardzo wiem co się nowego stało/dzieje na świecie. Nie wiem czy ‚bohaterska’ U-kraina rozwinęła, czy zwinęła ‚operację antyterrorystyczną’ i nie wiem, czy Unia Eufaszystowska ‚ostrzega’ Rosję po raz osiemdziesiąty siódmy. Czy Putin zakrztusił się ze śmiechu z powodu tych mamrotów, czy raczej wódką…? Nic dziś do mnie nie dotarło, może dlatego, że nie miałem do czynienia z mediami, choć pewnie i mając kontakt, zlałbym te wszystkie ‚sensacje’, ignorując. Nihil novi ludzie. Polityka ukazywana w telawizji jest kłamstwem w 100%, a wierzą w te bzdury tylko ludzie głupi…czyli 90% populacji. Niestety, Prawda kole w oczy.

Nie wiem co i czy jest sens robić z tym wszystkim, bo koniec końców sprawa naszego życia jest taka, że Dobro i Prawdę, które sami swym osobistym przykładem wypielęgnujemy, dadzą nam prawo do pozostania przy nich na Wieczność. Życie to droga, którą przebywamy nieprzypadkowo i nie jest to pijany spacer żulika pod sklepem – bez celu, zataczając się, z ograniczoną świadomością. To znaczy, droga jest widoczna i tylko kwestią jest, czy chcemy nią pójść? Czy może jesteśmy zbyt łasi na błyskotki albo użycie, ślepi i leniwi zbytnio, by wybrać ścieżkę wyzwania i wartości, przedłożyć takie ‚coś’ ponad pobłażanie słabościom i pokusom?

Ciężko jest walczyć z samym sobą. Wiem to ja, Wy pewnie też wiecie. Łatwo powiedzieć…Nic nie powiedzieć ( nawet przed samym sobą, wewnątrz ) i nie robić nic. Wegetować ‚jak wszyscy’.

Iluż ludzi żyje w taki sposób, ciągnąc namiastkę życia latami, aż do smutnego końca, gdy pozostają żal i tęsknota za tym, czego się nie zrobiło. Nie mówię tu o żadnych sprawach materialnych, a o sednie ludzkiego ducha, który wpływa też na duszę ( to chyba nie to samo do końca…? ), dając poczucie godności i siły…lub nie dając. W zależności od podejmowanych decyzji.

Słuchajcie, ja ‚to’ robię już 25 lat. Przeszedłem wszelkie fazy załamań, bólu, zmagań, zwątpień, lenistwa, kontuzji, bólu, bólu, bólu. Trudne poranki z obolałym kolanem. Pierwszy uraz. Pierwsze nadwyrężenie, przeciążenie. Walka z tym i godzenie na powolny progres po kryzysie. Płynące dni, trening za treningiem. Bieg maratoński w śniegu po kolana, czy to samo na spalonej letnim upałem ziemi. To jest coś, bez czego już bym na pewno nie żył ( tak myślę ), a jeśli jednak bym był, to zapewne wyglądał i czuł się jak ludzki wrak.

Cóż, mam prawo Wam pisać o tym co znam, bo sobie nie wymyślam. Przeszedłem całą tę drogę i rzeczywiście wielu ludziom mógłbym godzinami opowiadać o walce z samym sobą i wannach potu wylanych na treningach. Co ja na to poradzę, że 90% ludzi, nie stać na nic w sensie fizycznym i wolą oni robić literalnie nic. Preferują bycie zwiotczałymi lamusami, siebie dowartościowującymi modnymi ciuchami, sztucznymi cyckami, zastrzykiem z botoksu, czy nową kochanką…która starym dziadem i tak pogardza. Młodszym – a już starym bezruchem – tym bardziej.

Zaprawdę Wam powiadam jednak – kurewstwo niejedno ma oblicze…

Słabość ma tych twarzy jeszcze więcej, a jeszcze więcej dla samej siebie wytłumaczeń. Najtrudniej jest się człowiekowi dobrowolnie zmęczyć dla samego zmęczenia. Tego ludzie nie lubią.

Owszem, mogą zapierdalać w jakichś robotach, za spoconym rowem i jęzorem na wierzchu ‚budować swoją przyszłość’. Mogą wiele, jeśli ‚coś za to dostaną’. Mam na myśli pieniądze oczywiście, gdyż ludzie słabi nie rozumieją, jak wiele mogą dać samym sobie męcząc ciało celowo, planowo i świadomie.

Trochę to się zmienia teraz, bo na ulicach widać więcej biegających i rowerów, ale ciężko stwierdzić jak wielu z tych osobników przyjmie sportowe nawyki w krew, trzymając się twardej walki z leniwą psychiką. Ilu zaś po kilku miesiącach odpadnie od ściany, lecąc ‚błogo’ w stronę pilota od telawizora, puszki piwa i grubej żony/męża, będących ich dokładnym odbiciem.

Lajfstajl to pojęcie socjologiczne, a wojna z własną słabością to pojęcie wojskowe. Do pierwszego nadają się całe społeczeństwa, ale nie biorą tego do duszy. Drugie zaś jest tylko dla wybranych. Bo sam musisz najpierw złamać siebie, by pozbierać z tych kawałków, a z bólu słabości wykuć siłę.

Wiecie, siła ( fizyczna i sportowe talenty ) bierze się z hartu ducha. Nie jest odwrotnie, a głowa i serce zawsze zaczynają walkę, prowadzą dywizje do boju, szarżują, zwyciężają. Bez mocnej głowy i gorącego serca, ciężko jest stworzyć coś sportowo wartościowego na tzw. dłuższą metę. Iluż było piłkarskich talentów, którzy sami w kilka lat zniszczyli się wódą, lenistwem, innymi nałogami…? Wielu. Co chwila spalają się kolejni.

Kiedyś nie myślałem o tym, że ‚to’ ( uprawiany na poważnie sport ) może trwać tak wiele lat. Kiedyś…Heh, chyba w ogóle mało myślałem. Teraz myślę, piszę i ćwiczę więcej, a niegdysiejsze granice fizyczności, o których myślałem że są nie do przeskoczenia, dziś są już za mną, albo pode mną.

Hop! – Nie mów, zanim nie przeskoczysz, ale mów ciągle do siebie, że dasz radę…Bo dasz! Tylko nie dostaniesz nic od razu, ani za damkę tak zwaną. Chcesz poczuć siłę – zapłać za to latami bólu i litrami potu. Nie wlewaj w swe ciało alku, nie wtłaczaj drugów. Raczej poprzez codzienne męczenie się dla samego zmęczenia, wykuj i wytop to co masz najlepszego. Tę siłę jaką ma każdy człowiek i te możliwości, które przed większością na zawsze się zamykają z powodu zwykłego, prostego i słabego lenistwa.

‚Nie słuchaj co mówią inni, większość to lamusy’ – jak doradzają fani sportu w jednym z hip hop kawałków.

Pomimo słabości i bólu zaciskam zęby. Pomimo niewyspania wstaję skoro świt. Pomimo ciepłego łóżka wychodzę w ulewę…Pomimo setki słabości, tej jednej we mnie nie ma. Gdy podnosi łeb, kopię ją z buta!

Tego samego, w których pokonałem dziś po raz nie wiem już który, kolejne 12 kilometrów.

‚Ja się nie chwalę, ja po prostu mam talent’ – mogę obśmiać na koniec samego siebie 😉

A jednak śmieję się z poczuciem satysfakcji – bo wiem że umiem i wiem, że mnie stać. Czasem upadam i leżę, ale zawsze wstaję!

Uprawiajcie sport ludzie! Nie chlejcie wódy i nie palcie obrzydliwej marihuany! Już o innych gównach ( ‚nieee, dla mnie nie rób – skończyłem z tym gównem’, heh ) nie wspomnę. Telawizora najlepiej od razu się pozbądźcie. Niech Wam przypadkiem do głów nie przychodzi bycie lewakami, czy innymi degeneratami, bo wówczas i sport nie ma sensu…W nihiliźmie wszak nic nie ma sensu większego, heh.

Nie garnitury i tłuste ryje w sejmie i nie hipokryzja, codzienne kłamstwa, a proste emocje i czyste wnętrze zahartowane sportem. To zaprocentuje w życiu i okaże się bezcenne!

A kto wie, może i kiedyś fizyczna sprawność, twardość charakteru, przydadzą się w walce o Wolną Polskę…?

 

Goły

Reklamy