Bolesław Prus – ‚Faraon’, czyli jak zmądrzałem ( kultura/literatura )

ObrazekDział starej Kohorty, na którego odtworzeniu zależy mi najbardziej, czyli ‚Kultura’. Systematycznie będę restaurować jak najwięcej starych tekstów z tej części. Publicystyka jest ulotna, teraźniejsza, zaś wartości płynące z obcowania z klasykami ( i nieklasykami ) literatury, malarstwa, muzyki, poezji są nie do przecenienia. Tym bardziej tekst i dzieło, jakie odtwarzam Wam w moich subiektywnych odczuciach teraz – ‚Faraon’ Bolesława Prusa, niesie swój przekaz metafizyczny wręcz i tak głęboki, ponadczasowy że…Dlaczego tak niewielu ludzi sięga po stare dzieła klasyki? W ogóle po książki i klasyczne pozycje naszego panteonu? Przecież nic piękniejszego już nie powstanie i nie zostanie stworzone nic wartościowszego!

Nie wierzycie? Uważacie że można sobie przeczytać na ‚e – booku’ np. niejaką Gro…No nieważne, nie będę robić kretynom reklamy. Tym bardziej że zaraz przejdziemy w całkiem inny świat.

Ludzie, naprawdę zachęcam Was do myślenia, czucia, bycia sobą samodzielnie. Dajmy sobie szansę na człowieczeństwo – nie odcinajmy się od wszystkiego co nas stworzyło, przy pomocy pilota od telawizora!

…Dobra, zapraszam na tekst z lipca roku 2011…Zapraszam ponownie do ‚używania siebie’ i wszystkich dostępnych nam ( widzialnych i niewidzialnych ) zasobów ducha. Perła? Arcydzieło? Na pewno! ‚Faraon’:

 

– „Mam duszę chorą – odparł Pentuer.

– Cóż ci jest?

– Im dłużej rozmyślam, tym większą czuję pewność, że gdybym nie opuścił Ramzesa XIII , gdybym mu oddał moje usługi, żyłby dotychczas ten najszlachetniejszy z faraonów.

Otaczały go setki zdrajców; ale ani jeden dobry człowiek nie wskazał mu środków ocalenia!…”

Tak swój żal i poczucie winy wyznał uczony i szlachetny Pentuer, otwierając zbolałą duszę przed mistrzem Menesem, po zdradzieckim zamordowaniu władcy Egiptu, przez oligarchów i ówczesne tajne służby…Są to słowa epilogu księgi, którą właśnie przeczytałem i nie wiem od czego zacząć , by wyrazić swój absolutny zachwyt i przekazać Wam , jak bardzo książka ta jest niesamowita…Pożyczyłem od księdza Jerzego, tutejszego proboszcza, wydanie z roku 1947, z pieczątką – Biblioteka Polska w Londynie!…Pożółkłe strony , które pamiętają Żołnierzy Wyklętych, od razu zapachniały magią, której nie da Ci żaden film, żaden ekran komputera i żadne słowo pisane na nim…Stara, brązowa i prosta oprawa…Chcę Wam oddać wszystko…Bo przeżyłem piękną przygodę…i czuję żal…Jakby mi odebrano kogoś bliskiego…Ramzes XIII, faraon odważny , idealista. Człowiek szlachetny i utalentowany…Sprytny ale sprawiedliwy…Wstępując na tron,a i dużo wcześniej , zauważył przyczyny kryzysu państwa i cierpień jego poddanych…Narastające tempo wydarzeń prowadzi nas przez egipskie pola, doliny , płyniemy statkiem po Nilu…Patrzymy na tłumy chłopów witających nowego pana…Doświadczamy tajemnicy…! Ukrywane przez kapłanów – którzy w tym kontekście występują w roli oligarchii zawłaszczającej państwo dla swoich tylko celów – sekrety ich wiedzy…W ciemnych korytarzach Labiryntu , na potajemnych i wiążących spotkaniach spiskowych…

Ten klimat narasta z biegiem czytanych stronic…Przyznam , że koniec jest szokujący i zmusza do refleksji…Tak więc młody władca postanawia w szlachetności swego serca ulżyć doli biednych ludzi i zdjąć z nich zabijające ich podatki, dać jeden dzień wolny od pracy w tygodniu…i wreszcie dobrać się do ogromnego skarbu , zgromadzonego przez kapłanów- podczas gdy państwo przymiera głodem…W salach , gdzie ściany mają uszy, potrafią chodzić i oddychać; poznajemy mechanizmy działania wielkiego państwa i osoby mające na nie wpływ…To też stopniowo…bo książka jest jak egipska piramida…Poznajemy ją – sala po sali…i chcemy więcej…Czujesz , że zbliżasz się do skarbu…ale samo przebywanie w tak dostojnych miejscach, z tak frapującymi ludźmi…opisanymi językiem , który jest jak dłuto Michała Anioła – przepiękne!…Każda chwila spędzona w starożytnym Egipcie(bo stamtąd właśnie wróciłem – to mają do siebie książki , a wielkie dzieła w szczególności), wzbogaca duszę…Autentycznie mądrzeje się w trakcie lektury , a cała akcja książki jest tak pasjonująca , i tak idealistyczna zarazem, że nie sposób co chwila nie przeżywać uniesień…nie odczuwać po prostu doświadczania Piękna!…Takiego , które jest wieczne – jak diamenty!

Diament wykopany z egipskiego piasku przez wielkiego , polskiego pisarza Bolesława Prusa, jest przecudny…Oślepia światłem ponadczasowej Prawdy…Dzieło nigdy nie przestanie być aktualne, a zaraz napiszę Wam moje, już bardzo osobiste odniesienia i wnioski…Najpierw jednak , jeszcze o faraonie, który wierzył w siebie, w Prawdę i nie bał się walki…Człowiek ten , z całym swym boskim majestatem, był wielkim idealistą i z głębi serca pragnął dobra swego ludu…Nie był naiwny przy tym…Był doskonałym taktykiem, bo i przecież też wybitnym dowódcą wojskowym…Niestety…czy stety – nie był cyniczny…Wierzył w ludzi…To go zgubiło…A może i bardziej tych ludzi , którzy sami nie mogąc pójść za Prawdą – ze strachu, z lenistwa, z niewiary – nie potrafili być szczerzy…Zbyt przewrażliwieni…Zbytnio przemyśliwując – nawet w dobrej wierze…Prowadzili Ramzesa do zguby…

Nie wiem co piszę…Powiedzmy , że zatytułuję to recenzją…Ale to nie będzie klasyczna recenzja, gdyż nie mam zamiaru tu zostawiać jakichś niedomówień…Słów typu; „a co było później, to już sami przeczytajcie”…Bo ja też będę z Wami szczery…- Nie wierzę , że ktoś sięgnie po to oślepiające dzieło, tylko po przeczytaniu tego tekstu…Myślę wręcz, że większość w ogóle po nie nie sięgnie…Wybaczcie te słowa otwarte, ale jest chyba regułą , że takich rzeczy nie czyta „każdy”…Chciałbym się mylić , bo utwór jest tak powalający duszę na kolana, iż z całą pewnością twierdzę, iż każdy po jego prze…Nie, nie przeczytaniu…Po przeżyciu!…Każdy więc po tym , stanie się osobą mądrzejszą…Jeśli będziesz potrafił(a), nawet poczuć wzruszenie i szybkie bicie serca , czytając epilog książki…To znaczy , że w Tobie, w Twojej duszy…Ramzes XIII zwyciężył!…Nie został zdradzony…Nie wbito mu noża w plecy…nie zgładzono jego szlachetnych przyjaciół…Nie okazali się zdrajcami, najwierniejsi żołnierze…To znaczy , że Ty podniosłeś tę tarczę wierności i Prawdy i ona ochroniła faraona…Doprawdy…ciężko opisać , co dzieje się w duszy człowieka, gdy styka się z dziełem tak idealnym…Tak wyważonym, tak pełnym wiedzy i wartości…Dziwiąc się, że sięgnąłem po tę książkę teraz dopiero…stwierdzam jednak , iż nie ma przypadków – są tylko znaki!…Właśnie teraz, takie tchnienie ideału jest mi potrzebne…I właśnie teraz to dostaję!…Ciężko mieć pretensje do Pana Boga i ciężko nie paść na twarz , z wdzięczności…

Jak mówię; w wyniku perfidnej i wręcz nieludzkiej intrygi, „najszlachetniejszy z faraonów” zostaje zamordowany we własnym pałacu…Nie wiedząc o tym, że umiera…- Poczuł ukłucie…wyjął sztylet(myśli – ach muszą mnie później opatrzyć)…- woła – Dajcie mój hełm i miecz!…Konia!…Jeśli padł Tutmozis, to ja sam zdobędę Labirynt!…I nagle…- Nie, może lektykę…Lektykę…Głos cichnie…Władca osuwa się na ziemię, ręka uniesiona do wymierzenia sprawiedliwości złoczyńcom – wiotczeje…Padając na posłanie z kwiatów w pałacowym ogrodzie, wydaje ostatnie tchnienie…O tym chyba też nie wiedząc…Wraz z nim , choć nie razem, ginie szlachetny Tutmozis – przyjaciel i powiernik władcy…Zabity ciosem od tyłu , przez „zaufanego” żołnierza…Wypowiadając słowa o aresztowaniu złego człowieka…Nie sposób wręcz nie zapłakać, co najmniej nie zapatrzeć się w ciemność letniej nocy za oknem, po przeczytaniu ostatniego słowa książki…Tak samo jak i nie sposób nie odnaleźć rzucającej się w oczy analogii do czasów dzisiejszych i sytuacji naszej Ojczyzny…jakkolwiek nie jest Ona niestety mocarstwem , ani nawet nie jest niepodległa…Tak samo jak nie był w pełni władcą wielki Ramzes…nie wiedząc o tym…Mechanizmy wykorzystywania państwa do prywatnych interesów są zawsze takie same , w sytuacji gdy znajdzie się silna grupa mądrych, acz zepsutych ludzi , którzy nie cofną się przed niczym , by obronić swą prywatę…Tacy , co pozbawieni są altruizmu i prawdziwej troski o szarych ludzi…Tych, co to ciężko pracują każdego dnia…po to by ustosunkowane koterie i salony, mogły czerpać zyski z ich wysiłku…

W ostatnim 20 – leciu można by doszukać się co najmniej kilku , mniej lub bardziej trafnych analogii, sytuacji, ludzi – którzy zostali usunięci – czy to fizycznie, czy państwowo – ze stanowiska…Usunięci dlatego , że chcieli pokazać Prawdę!…O tę Prawdę walczyć z odkrytą przyłbicą, dla dobra ogółu Polaków…Nie doceniając – albo i doceniając – potężnych przeciwników, podjęli walkę…I co…? Czy naprawdę przegrali…? Czy to już taki czas, iż można powiedzieć – Ramzes i Tutmozis nie żyją…?…Nie!…To jeszcze nie ten czas…My jeszcze wierzymy i będziemy walczyć…Czy jestem głupi…? Czy naiwny…? Mniejsza o słowa…Cynizm nie jest przecież wartością, a brak Wiary nie pomaga…Z serca Wam mówię, że wierzę w swoje słowa!…Choć nie w piaskach Egiptu,a być może w błocie smoleńskim…Choć nie w Labiryncie, a w mrocznych redakcjach…czai się spisek ludzi złej woli…(„…to kłamca, człowiek złej woli”)…Choć topór zdrajcy niejednego Bohatera powalił…Wszak dziś , tu z naszych szeregów nie ujawnią się zdrajcy w liczbie przeważającej…By zadać cios…?

– I myślisz, że nic by go nie uratowało? – spytał Pentuer.

– Nie widzę takiej potęgi. On nie tylko nie godził się ze swoją epoką i stanowiskiem, lecz jeszcze trafił na czas upadku państwa i był jak młody liść na próchniejącym drzewie.

– Tak spokojnie mówisz o upadku państwa? – zdziwił się Pentuer.

Upadek państwa…?

                                                                                                                          Goły
P.S.

Nie wierzcie fałszywym prorokom i plastikowym wartościom…antykulturze, „nowoczesności”…Wszystko co potrzeba do uszlachetnienia duszy, jest na starych , pożółkłych kartach , wielkich dzieł literatury…Czytajcie je!…Dopóki „poprawiacze” nie zechcą ich „poprawić” poprawnościowo…Cisza i skupienie są wartością…Wówczas usłyszysz Prawdę – bo ona nie jest krzykliwa…Pomyśl…

P.S.2

Kapłani w powieści , akurat nie stanowią analogii do naszej współczesności…Ale tego nie dowiesz się, nie czytając książki…

 

Reklamy